14876108_1321769297867966_218846020_oBuraskę zabrałyśmy wraz z 9 innymi kotami. Miała zostać na ulicy. Wychowana przy człowieku, w domu, na kanapie. Miała sobie poradzić. Jak? Gdzie? Dwie ulice dalej strzelają do kotów. Przywiozłyśmy ją do trójmiasta.

Buraska miała silne zapalenie dziąseł. Nikt w helskim „domu” o to nie dbał. W pyszczku czerwono, obrzęki, z tyłu „kalafiory”. Stres związany ze stratą domu i spadek odporności tylko pogorszył sprawę, pojawił się ślinotok. Konieczne są wizyty u weterynarza, interwencja stomatologiczna, a nam brak środków, żeby je opłacić. Bardzo prosimy Was o pomoc.

Burasia po przywiezieniu z Helu bardzo źle znosiła pobyt w klatce, Nie jadła, siedziała z czołem „wbitym” w ścianę kuwety. Na dotyk nie reagowała. Miała dużo szczęścia – z klatki wyciągnęła ją Pani Hania (bardzo dziękujemy <3 ) . Zobaczcie, jak bardzo odmienił są pobyt w domu. Nie ten kot! Śpi rozciągnięta na kanapie, przymila się, podbija dłoń, żeby ją głaskać. Powoli przyzwyczaja się do nowych okoliczności. Jedną z ostatnich nocy spędziła na pufie, obok łóżka, prawie przy głowie opiekuna. <3

Bardzo prosimy pomóżcie nam wyleczyć koteczkę. Dolegliwości są nieprzyjemne i bolesne. Niech życie Buraski w końcu się odmieni. Naprawdę na to zasługuje!

Wpłat można dokonywać z dopiskiem „BURASKA Z HELU”:

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

gabi0Gabi nie miała lekkiego życia, choć teoretycznie miała „opiekuna”. Jak się komuś spodobało wpuszczał ją do domu, jak nie – wyrzucał na dwór na długie tygodnie. Rodziła kilka razy do roku, maluchy zabierano i pozbywano się ich „po wiejsku”. Mimo to kicia jest bardzo związana z człowiekiem. Tuli się do twarzy, chętnie leży na ramieniu i rękach. Rozciąga się, ugniata powietrze, wtula całą sobą. Wystarczy ją lekko pogłaskać, by się rozmruczała. Nawet podczas pobierania krwi serwowała piękne mruczando – szczęśliwa, że człowiek się nią interesuje. Dotknięta przytupuje nawet na stole zabiegowym, widać to na zdjęciach. Kiedy trafiła do lecznicy dopadła do misek jak szalona. Pełną miskę suchej karmy zjadła na poczekaniu, potem od razu dorwała się do wody. Straszny widok. Gabi jest chudziutka, leciutka jak piórko.

Kiedy poznałyśmy losy jej dzieci, które ginęły w tragicznych okolicznościach, bardzo zależało nam na wysterylizowaniu kotki. Ktoś ze wsi zdeklarował się opłacić zabieg. Badanie krwi zrobiłyśmy na swój koszt.  Bałyśmy się podać wychudzonej kici narkozę bez sprawdzenia wyników. Są dobre. Na nic więcej nie mamy funduszy. Nie chcemy, by Gabi wracała na podwórko. Ma mały stan zapalny na pyszczku i tak bardzo się przytula! Zasługuje na pomoc, na dobry, ciepły, kochający dom. Nie mamy środków, by ją zatrzymać. Prosimy, pomóżcie nam opłacić pobyt Gabi w lecznicy po zabiegu i hotelik, by mogła u nas zostać. Pomóżcie opłacić leki. To nie jest majątek, jednak my zwyczajnie nie mamy tych środków. I bez Was nie możemy jej pomóc. Błagamy o szansę dla Gabi. Błagamy o dom dla niej!

Wpłat można dokonywać z dopiskiem GABI:

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

W sprawie adopcji można kontaktować się z Moniką S. 888241551

No Comments

nitka1Nitka przyszła na świat w małej mieścinie, w dużym stadzie. Koty są tam karmione suszonym na słońcu chlebem, spleśniałego nie zjedzą – suchary tak. Na nic więcej nie ma środków. O leczeniu zwierząt nie ma w ogóle mowy.

Nitka jest młodziutką kicia, to tegoroczny miot. Jest małym rozrabiaką, słodkim, radosnym maluchem. Uwielbia gonitwy, po podłodze turla wszystko, co wpadnie jej w łapki. Przymila się do człowieka, zagaduje, na rękach u karmiciela mruczy. Wobec obcych jest ostrożna, ale to naturalne.

nitka5Jest drobniutka i wychudzona, ma długie smukłe łapki. Je suszony chleb. Jej matka też. Ani pokarm matki, ani późniejsza dieta, nie mogły jej wiele dać. Kiedy nasza wolontariuszka zobaczyła kicie, przeraziła się. Pod chudym brzuszkiem kula wielkości dziecięcej piąstki. Czym prędzej pojechała z Nitką do weta.

Okazało się, że w okolicach pępka kici powłoki brzuszne nie do końca się zrosły. Jest przepuklina pępkowa – ogromna! Konieczna jest operacja. Przepuklina tej wielości – nieoperowana – jest zagrożeniem życia. Kotka została w lecznicy – powinna mieć zabieg. Nie mamy funduszy, by go opłacić, pomóżcie.

Nitka potrzebuje też wysokojakościowej karmy. Żeby podać narkozę, trzeba kotkę trochę wzmocnić. Konieczna wysokokaloryczna dieta. Potrzebne środki, by opłacić lecznicowy szpitalik, bo po operacji Nitka musi w nim zostać. Do tego podstawowe oporządzenie malucha – walka z robalami i wszołami (całe mnóstwo!). To co powyżej plus koszty zabiegu – suma dla nas zawrotna w obecnej sytuacji finansowej. Wiedzieliśmy, że ratujemy Nitce życie – zabraliśmy ją do siebie. Co dalej? Pomóżcie.

Bardzo prosimy o pomoc dla Nitki – małego bezbronnego szkraba.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Nitka

MINIA00PROSIMY O POMOC W OPŁACENIU OPERACJI !

(Uwaga, drastyczne zdjęcia)

Minia jest roczną koteczką – bardzo małą i drobniutką. Waży tylko 2,2 kg. Jest bardzo miła i ufna. Mieszka na podwórku, ale bardzo lgnie do człowieka. Dopomina się głaskania i uwagi, zabiega o czułości. Kręci ósemki wokół nóg. Jest bardzo delikatna, subtelna. Do tej pory żyła spokojnie i szczęśliwie. Niedawno urodziła 3 kocie maluszki – mają teraz około 2 tygodni.

Kilka dni temu miała wypadek. Najprawdopodobniej została potrącona przez samochód. Przednia łapka cała oskórowana, tylna podrapana. Dzielna Minia (popatrzcie na zdjęcia!) tułała się w takim stanie jakiś czas i zajmowała się dziećmi. Kiedy tragedia została zauważona i kicia trafiła do lecznicy łapka, niestety, była już martwa. Konieczna była operacja ratująca życie, by Minia nie umarła z powodu zakażenia.

Bardzo prosimy, pomóżcie nam opłacić zabieg i leczenie pooperacyjne przemiłej i kochanej koteczki. Minia przyjmuje pomoc, pozwala opatrywać sobie rany. Pomimo braku sił na widok człowieka mruczy! Dzieciaki zabezpieczone – w tej chwili odkarmiane butelką – czekają na powrót mamy!

 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Minia – dzielna mama

n4Trójka malutkich kocich przylep ma uraz neurologiczny. Te puchate nieszczęścia – Szisza, Józio i Flo – są pod opieką wolontariuszki z Zielonego Domu Tymczasowego. Zostały znalezione w budce na terenie gdyńskiej stoczni.

Podczas jednego z karmień okazało się, że w słomie zakopane są 3 kocie pchełki – małe, drobne, bezbronne. Od razu było widać, że kociaki nie są super rozwinięte i że na stoczni nie przeżyją. Wolontariuszka natychmiast pojechała po transporter i klatkę łapkę, żeby zabrać maluszki do domu i odłowić dziką kocią mamę, by nadal mogła się nimi opiekować, ale w domowym zaciszu. To była jedyna szansa dla dzieciaków.

Szisza, Józia i Flo zamieszkały w jednym z domów tymczasowych, w kolejnej „dostawce”. W dt jest mnóstwo, nie ma zupełnie miejsca, mimo to wolontariuszka wzięła kolejne biedy. Te na pewno nie przeżyłyby bez pomocy człowieka. Uratowała im życie.

Maluchy są przesłodkie – to dwie dziewczynki i jeden chłopak. Dwa są krótkowłose, jeden ma piękną przedłużoną sierść. Mama jest dzika, ale kociaki wypuszczone z klatki szybko nauczyły się, że ludzka dłoń jest fajna. Przytulają się, mruczą, wystawiają brzuszki i machają malutkimi łapkami „ugniatając” powietrze.

Potrzebują intensywnej opieki weterynaryjnej i diagnostyki. Mają problemy z koordynacją ruchową – chodzą niezdarnie, mają przekrzywione główki i oczopląs, jest sugestia porażenia móżdżkowego. Sytuacja jest bardzo poważna, ale weterynarz uważa, że maluchy spokojnie można uratować. Są jeszcze tak młodziutkie, że zmiany najprawdopodobniej są odwracalne. Potrzebna jest intensywna opieka lekarska – częste wizyty w gabinecie, podawanie leków i kontrolowanie postępów. Potrzebne podkłady, żwir i karma. Na koncie nie mamy środków, by opłacić  leczenie oraz utrzymanie rodzinki. Wszystkie koszty leczenia x 3. Bardzo prosimy o wpłaty – pomóżcie pomagać.

Wolontariuszka jeździ do weterynarza, opiekuje się małymi pchełkami – mizia i przytula. Szisza, Józia i Flo przesłodkie – nie rozwijają się tak szybko jak przeciętne kociaki, jest znaczna różnica wzrostu między rodzeństwem, ale wszystkie są coraz żywsze – nabierają ciałka, próbują się bawić. Wyrosną z nich słodkie przylepy, potrzebne tylko fundusze, by móc je ratować.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: neurologiczne maluszki – Szisza, Józio i Flo

 

maluchy w lecznicyKociaki przyszły na świat na terenie gdyńskiej stoczni. Tam nie czekało na nie nic dobrego. Życie kota stoczniowego – pomimo regularnego dokarmiania przez wolontariuszki – jest ciężkie. O miejsce w budce trzeba walczyć, przed ludźmi i ciężkim sprzętem uciekać. Popatrzcie na zdjęcia – większość z nich prezentuje stoczniową rzeczywistość. Koty śpią w rurach i kanałach ciepłowniczych, siedzą na betonie – nawet w deszczu i śniegu. Mają budki, ale przecież nie można spędzić życia siedząc w budzie. Żyją więc na stoczniowych ulicach, chronią się w sprzęcie i starych budynkach. Mokną, marzną, chorują, ulegają wypadkom, wpadają pod tiry. Pomimo regularnej opieki weterynaryjnej rzadko żyją długo. Najczęściej około 5-6 lat.

Maluszki, o których chcemy tu napisać dodatkowo mieszkały w sekcji cięcia blach – miejscu wyjątkowo niebezpiecznym dla kocich dzieciaków. Zabrałyśmy je, chciałyśmy, by żyły.

Trafiły do lecznicy – dwie brudne pchełki (jedno ze zdjęć) , a potem do sypialni naszej wolontariuszki. Ich obecną rzeczywistość widzicie na 4 fotografiach. Maluchy są słodkimi miziakami. Są bardzo radosne, żywe i ciekawe świata. Fantastycznie bawią się wszystkim, co tylko mieści się w ich małe łapki. Guzik, papierowa kulka, sznurówka – wszystko jedno. Myszka i kocia wędka to o prostu szał. Ben i Kika biegają do utraty sił. Jak bardzo się zmęczą, padają jak placki. Wylegują się w łóżku i na drapakach. Rudzielec i buraska są super przylepami. Przy każdej okazji pakują się na człowieka, by się położyć i mruczeć. Doskonale czują się na ramieniu albo wtulając się w dłonie. Wieczorem włażą na kołdrę i udeptują ludzki brzuch. Potem nadstawiają główki do głaskania, zadowolone z drapanka prężą śmiesznie małe grzbiety, rozdają buziaki, zamykają oczy i nie ma ich na kilka godzin, toną w kołdrze. Nad ranem fundują pobudkę skacząc po głowie i zaczepiając.

Nie powinnyśmy ich zabrać. Nie było funduszy, żeby je ratować. Czy mimo to było warto? No pewnie! Zimne rury zamieniły na miękkie łóżko. Wieczorny posiłek, o który trzeba walczyć, na całodobową stołówkę z pysznościami. Strach przed człowiekiem na przytulanie. Uciekanie przed tirami na bezpieczny dom. Kilka lat trudnego życia, na „naście” szczęśliwego leniuchowania i mruczenia do snu.

Zabranie Bena i Kiki ze stoczni wiąże się, niestety, z kosztami. I to wcale nie małymi. Potrzebne są fundusze na opłacenie: pobytu w lecznicy, zabiegów weterynaryjnych (odpchlenie, odrobaczenie, szczepienie, surowica). Potrzebne środki na zakup karmy dla maluchów, żwiru, podkładów higienicznych i kociego mleczka bez laktozy. W sumie koszty związane z ratowaniem im życia to około 1000 złotych. Nie mamy tych funduszy, ale gdybyśmy ich nie zabrały – prawdopodobnie Ben i Kika zginęliby tragicznie w jakiejś maszynie. Teraz myją sobie nawzajem pyszczki na łóżku. Pomóżcie nam opłacić „faktury za życie” – dobre, szczęśliwe i długie.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Ben i Kika

darmi1Darmi to kilkumiesięczne maleństwo. Przyszła na świat na terenie jednego z gdyńskich zakładów. Koci katar zaatakował jej oczy, drogi oddechowe, skrajnie osłabił organizm. Kiedy ją zabierałyśmy oczu po postu nie było widać – tony ropy. Oddychała bardzo ciężko, była bardzo słaba. Kilka dni wcześniej, kiedy matka niosła ją w pyszczku, na koty napadły kruki. Kiedy maluch wypadł na ziemię, dopadło go całe stado ptactwa. Gdyby nie pracownicy zakładu, nie byłoby co zbierać, pewnie kruki by ją zadziobały. Słaba i z wysoką gorączką Darmi nie miała siły się bronić, ani uciekać.
Na szczęście Darmi jest już w naszej lecznicy. Troszeczkę odbiła. Trzeba zapanować nad infekcją górnych dróg oddechowych, bo z nosa leci jak z kranu. Darmi otrzymuje leki, przed nami i przed nią też walka o wzrok – będziemy go ratować.
Darmi jest wystraszonym maluchem. Trochę boi się ludzi, ale kiedy poczuje się bezpiecznie na rękach zaczyna pięknie mruczeć. Powoli uczy się przytulania – dotyk ludzkiej dłoni zaczyna sprawiać jej przyjemność. Przed wolontariuszką mnóstwo pracy. Decyzja zapadła – kruszynka nie wróci w miejsce bytowania. Po leczeniu zostanie zabrana do dt, będzie socjalizowana. Znajdziemy jej dom.
Na razie jednak czeka ją długie leczenie. Zabrałyśmy ją w ostatnim momencie. Dziś pewnie by już nie żyła. Prosimy pomóżcie opłacić nam leczenie Darmi. Damy z siebie wszystko, by ją uratować, jednak bez Waszej pomocy nie mamy szans. Potrzebne są środki na opłacenie faktur za leczenie i pobyt w szpitaliku.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Darmi

wojtuś1Wojtuś trafił do nas w stanie krytycznym. W lecznicy od razu został włożony do namiotu tlenowego. Godziny oczekiwania i niepokoju, czy przeżyje. Było dramatycznie, ale udało się, ruszył! Jest lepiej, ale potrzebuje leczenia.

Wojtuś został znaleziony na Pogórzu. Najprawdopodobniej został porzucony. Zupełnie nie radził sobie na dworze, nie potrafił walczyć o jedzenie. Duża główka i drobny tułów – musiał chodzić głodny. Jest chudziutki i odwodniony. Do tego ma zapalenie płuc- zaniedbane, nieleczone, zaawansowane. Oddycha ciężko, wdechy są płytkie, widać, że się męczy, ale wolę życia ma za to ogromną. I bardzo lubi człowieka. Już po pierwszej terapii tlenowej, kiedy troszeczkę odzyskał siły, widać było, że w tym umęczonym ciałku mieszka wielki miziak. Wojtuś uwielbia głaskanie i przytulanie, głaskany po policzku mruczy zawodowo. Jest słaby, ale na człowieka reaguje zawsze, tak bardzo jest spragniony kontaktu. Przykleja się do wyciągniętej dłoni i zastyga – byle tylko być dotykanym. Ugniata, barankuje. Dużo śpi i odpoczywa, ale na pieszczoty siły znajduje zawsze.

Przed nim długie leczenie. Potrzebujemy funduszy na opłacenie terapii tlenowej, diagnostyki (rtg, krew), kilkutygodniowego leczenia i pobytu w szpitaliku. Na koncie ciągle brak środków. Nie potrafiłyśmy odmówić pomocy, ważna była każda chwila. Bardzo prosimy Was o wsparcie. Razem możemy go uratować.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

DOPISEK: Wojtuś

kamelek1Kamelka przynieśli ludzie do jednej z naszych lecznic. Przyszedł do ich garażu. Brudny, głodny, skrajnie wychudzony. Przyjęłyśmy go pod swoją opiekę. Popatrzcie na zdjęcia – przerażający widok. Skóra i kość, mnóstwo pcheł. Krwisty katar, pogryzione uszy. Odwodnienie maksymalne – skóra i sierść sterczy, jakby była oddzielona od reszty kota.

Kamelek ciągle przytula się do ludzi. Jest spragniony głaskania i przytulania tak samo jak jedzenia. Nie wie na co ma się zdecydować: na miseczkę, czy na mizianie. Mruczy praktycznie non stop. Pomimo stanu jest radosny i ciekawski – słodka, mała przylepa. Przytula się człowiekowi do policzka i włącza głośny traktor – wierzyć się nie chce, że głos pochodzi z tego wątłego ciałka.

Prosimy pomóżcie nam opłacić leczenie Karmelka: badania krwi, leki, dobrą karmę i suplementy diety (anemia jest galopująca). Wyprowadzimy go z tego stanu, obiecujemy, znajdziemy wspaniały dom. Brakuje nam funduszy na leczenie.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Kamelek

mimi1Bardzo prosimy, pomóżcie nam ratować Mimi! Kicia jest naszą tymczaską od ponad roku. Zmarła jej Pani, Mimi miała zostać wyrzucona. Zabrałyśmy ją do dt, ratując przed śmiercią na gdyńskiej ulicy. Teraz ktoś do niej strzelał!

Mimi jest wdzięczną burą dziewczynką. Uwielbia spać łóżku, mocno się przytula. Lubi wylegiwanie się na słońcu, przy drapaniu mruczy jak traktorek. Patrzy w oczy, prosi o czułości – swoją tymczasową opiekunkę po prostu uwielbia. Przeżyła stratę pierwszej Pani. Teraz, kiedy wreszcie się odnalazła – zaufała, pokochała, poczuła się bezpiecznie, spotkała ją kolejna tragedia.

Kilka dni temu została wypuszczona do ogródka. Wycieczka ma koszmarne skutki. Mimi została postrzelona. Przestrzelony mostek, ołowiany nabój utkwił w jej malutkim ciałku. Obolała, ledwo się poruszająca kotka została znaleziona przez opiekunów.

Konieczna była natychmiastowa operacja ratująca życie. Nabój został znaleziony w pobliżu płuc, w ślad za tym idzie zagrożenie odmą. Bardzo potrzebujemy funduszy, by ratować kruszynę. Potrzebujemy środków na opłacenie kilku rtg, operacji, codziennych wizyt u weterynarza – zastrzyków i leków przeciwbólowych, by choć trochę ulżyć Mimi w cierpieniach. Jeśli z płucami będzie gorzej, konieczna będzie komora tlenowa. To zawrotne koszty. Chcemy ratować tę mruczącą przylepę spoglądającą ufnie w oczy i proszącą o pomoc. Bez Was nie jesteśmy w stanie.

Kicia jest słaba, walczy. Pierwsze doby były dramatyczne, ale przeżyła. Bardzo prosimy o wsparcie, ratujmy burą, kochaną Mimi!

Dane do wpłat:

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Mimi

Sprawę zgłosiłyśmy na policję.

Pumek trafił do nas kilka dni temu. Ma przetrąconą żuchwę, stracił wszystkie zęby. Najprawdopodobniej został skopany. Brak innych obrażeń, które świadczyłyby np. o wypadku komunikacyjnym. Pokiereszowany został pyszczek. Uderzenie musiało być silne – żuchwa jest w kawałkach.

Pumka jesienią wyrzucono z samochodu przy ruchliwej ulicy. Wówczas również go skrzywdzono, uderzono lub kopnięto. Część żuchwy znajduje się nie na swoim miejscu, w pyszczku ma ogromną paprzącą się ranę Do tego brak zębów. Kocurek cierpiał z bólu i ledwo jadł. Wszystko zrastało się po swojemu, nie wszystko się goiło. Jedzenie sprawiało ogromną trudność i ból. Wystawiano mu miseczkę, jednak nikomu nie przyszło do głowy, by udzielić kotu pomocy weterynaryjnej. Cud, że nie wdało się zakażenie i że Pumek żyje.

Z zebranych przez nas informacji wynika, że kotek prawie w ogóle nie opuszczał budki, w której się zainstalował. Cierpiał. Ne wychodził tygodniami, krył się przed ludźmi.. A jest naprawdę cudownym oswojonym kotem. To nie dzikusek, który boi się ludzi, więc się nie ujawnia. To fantastyczny miziasty kot, który z powodu bólu i strachu nie chciał oglądać świata. Został wyrzucony z domu, potem skopany.

Jest już w naszej lecznicy. Potrzebujemy funduszy na wykonanie badań diagnostycznych i leki. Jeśli będzie potrzeba na operację. Poza urazem pyszczka martwi nas, że Pumek jest bardzo wychudzony, można wyczuć każde żebro. Sierść w stanie tragicznym – sucha, zrudziała, stercząca na kocim szkielecie. Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę, która pomoże nam uratować tę małą przylepę, która, jak już poczuła się bezpiecznie, nie chce odkleić się od człowieka.

Barankuje, zaczepia, łasi się cały czas. Nie pozwala zamknąć klatki, odpycha rękę, która ją zamyka, nie chce zostawać sam. Uwielbia głaskanie, drapanie za uszkami, przytula się do ludzkiej ręki, kładzie się na niej, spogląda w oczy i mruczy.

Bardzo prosimy, pomóżcie nam ratować Pumka.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com 
DOPISEK: Pumek

łatka8Łatka 10 lat spędziła pod blokiem. Jest miłą przytulającą się do karmicielki kotką. Lubiła być przez opiekunkę głaskana, kręciła ósemki wokół nóg. Do miseczki przybiegała ekspresowo, latem leżakowanie w trawie było dla niej zawsze ogromną przyjemnością. Jest bardzo mądrą i wdzięczną kocicą. Przetrwała pod blokiem wiele lat, codziennie oczekując swojej karmicielki. W zeszłym roku w wyniku urazu mechanicznego miała połamane żebra i mostek. Po trzytygodniowej walce wróciła do siebie. Nadal radośnie wybiegała z krzaków na widok swojej pani. Do teraz. Kilka dni temu odmówiła jedzenia, nie piła przez 3 dni, w ogóle się nie poruszała, siedziała skulona. Dopóki miała trochę siły, nie pozwoliła się zapakować do transportera, wczoraj opadła z sił zupełnie. Dyszała już od kilku dni, ale w ostatnim momencie oddech był tak płytki, jak gdyby miała zaraz umrzeć. Bezwładną już kotkę karmicielka o 3.00 nad ranem zapakowała do transportera bez problemu.

Łatka została przewieziona do jednej z naszych lecznic. Badanie wykazało oddechy brzuszne, stłumione tony serca, blade śluzówki, temperaturę poniżej normy (35,9). Po rtg okazało się, że w płucach nie ma prawie powietrza, za to jest mnóstwo płynu. Konieczny był natychmiastowy zabieg, by płuca zaczęły znowu pracować i wypełniły się gazem. Z małych kocich płuc lekarze spuścili 200 ml (prawie szklankę) ropy! Kotka oddycha płytko i gęsto, ale oddycha! Kładzie się też normalnie, na brzuszku, podniosła się z boku.

W tej chwili Łatka walczy o życie. W nocy wolontariuszki przeniosły ja do lecznicy, która posiada komorę tlenową. Ma za sobą trzy pobyty w komorze. Widać, że przynoszą jej ulgę. Potrzebne będą kolejne. Konieczne jest badanie krwi oraz wysłanie płynu z płuc do niemieckiego laboratorium. To wszystko ogromne koszty. Koszty wczorajsze i badania krwi i płynu to 900 złotych, dziś narosły kolejne, a to dopiero początek.

Nie potrafimy wyceniać kociego życia. Kalkulować: warto, nie warto? Przecież to tylko kot. Łatka chce żyć. Ufnie spogląda w oczy i prosi o pomoc. Będziemy walczy, choć w obecnej sytuacji finansowej powinnyśmy odpuścić. Pomóżcie nam ratować Łatkę, bardzo prosimy o wpłaty dla niej. Każda złotówka na wagę jej życia. Ratujmy je. Łatka nie wróci na ulicę, musi tylko przeżyć. Nie stać nas na zabiegi i leki.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

DOPISEK: Łatka