n4Trójka malutkich kocich przylep ma uraz neurologiczny. Te puchate nieszczęścia – Szisza, Józio i Flo – są pod opieką wolontariuszki z Zielonego Domu Tymczasowego. Zostały znalezione w budce na terenie gdyńskiej stoczni.

Podczas jednego z karmień okazało się, że w słomie zakopane są 3 kocie pchełki – małe, drobne, bezbronne. Od razu było widać, że kociaki nie są super rozwinięte i że na stoczni nie przeżyją. Wolontariuszka natychmiast pojechała po transporter i klatkę łapkę, żeby zabrać maluszki do domu i odłowić dziką kocią mamę, by nadal mogła się nimi opiekować, ale w domowym zaciszu. To była jedyna szansa dla dzieciaków.

Szisza, Józia i Flo zamieszkały w jednym z domów tymczasowych, w kolejnej „dostawce”. W dt jest mnóstwo, nie ma zupełnie miejsca, mimo to wolontariuszka wzięła kolejne biedy. Te na pewno nie przeżyłyby bez pomocy człowieka. Uratowała im życie.

Maluchy są przesłodkie – to dwie dziewczynki i jeden chłopak. Dwa są krótkowłose, jeden ma piękną przedłużoną sierść. Mama jest dzika, ale kociaki wypuszczone z klatki szybko nauczyły się, że ludzka dłoń jest fajna. Przytulają się, mruczą, wystawiają brzuszki i machają malutkimi łapkami „ugniatając” powietrze.

Potrzebują intensywnej opieki weterynaryjnej i diagnostyki. Mają problemy z koordynacją ruchową – chodzą niezdarnie, mają przekrzywione główki i oczopląs, jest sugestia porażenia móżdżkowego. Sytuacja jest bardzo poważna, ale weterynarz uważa, że maluchy spokojnie można uratować. Są jeszcze tak młodziutkie, że zmiany najprawdopodobniej są odwracalne. Potrzebna jest intensywna opieka lekarska – częste wizyty w gabinecie, podawanie leków i kontrolowanie postępów. Potrzebne podkłady, żwir i karma. Na koncie nie mamy środków, by opłacić  leczenie oraz utrzymanie rodzinki. Wszystkie koszty leczenia x 3. Bardzo prosimy o wpłaty – pomóżcie pomagać.

Wolontariuszka jeździ do weterynarza, opiekuje się małymi pchełkami – mizia i przytula. Szisza, Józia i Flo przesłodkie – nie rozwijają się tak szybko jak przeciętne kociaki, jest znaczna różnica wzrostu między rodzeństwem, ale wszystkie są coraz żywsze – nabierają ciałka, próbują się bawić. Wyrosną z nich słodkie przylepy, potrzebne tylko fundusze, by móc je ratować.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: neurologiczne maluszki – Szisza, Józio i Flo

 

maluchy w lecznicyKociaki przyszły na świat na terenie gdyńskiej stoczni. Tam nie czekało na nie nic dobrego. Życie kota stoczniowego – pomimo regularnego dokarmiania przez wolontariuszki – jest ciężkie. O miejsce w budce trzeba walczyć, przed ludźmi i ciężkim sprzętem uciekać. Popatrzcie na zdjęcia – większość z nich prezentuje stoczniową rzeczywistość. Koty śpią w rurach i kanałach ciepłowniczych, siedzą na betonie – nawet w deszczu i śniegu. Mają budki, ale przecież nie można spędzić życia siedząc w budzie. Żyją więc na stoczniowych ulicach, chronią się w sprzęcie i starych budynkach. Mokną, marzną, chorują, ulegają wypadkom, wpadają pod tiry. Pomimo regularnej opieki weterynaryjnej rzadko żyją długo. Najczęściej około 5-6 lat.

Maluszki, o których chcemy tu napisać dodatkowo mieszkały w sekcji cięcia blach – miejscu wyjątkowo niebezpiecznym dla kocich dzieciaków. Zabrałyśmy je, chciałyśmy, by żyły.

Trafiły do lecznicy – dwie brudne pchełki (jedno ze zdjęć) , a potem do sypialni naszej wolontariuszki. Ich obecną rzeczywistość widzicie na 4 fotografiach. Maluchy są słodkimi miziakami. Są bardzo radosne, żywe i ciekawe świata. Fantastycznie bawią się wszystkim, co tylko mieści się w ich małe łapki. Guzik, papierowa kulka, sznurówka – wszystko jedno. Myszka i kocia wędka to o prostu szał. Ben i Kika biegają do utraty sił. Jak bardzo się zmęczą, padają jak placki. Wylegują się w łóżku i na drapakach. Rudzielec i buraska są super przylepami. Przy każdej okazji pakują się na człowieka, by się położyć i mruczeć. Doskonale czują się na ramieniu albo wtulając się w dłonie. Wieczorem włażą na kołdrę i udeptują ludzki brzuch. Potem nadstawiają główki do głaskania, zadowolone z drapanka prężą śmiesznie małe grzbiety, rozdają buziaki, zamykają oczy i nie ma ich na kilka godzin, toną w kołdrze. Nad ranem fundują pobudkę skacząc po głowie i zaczepiając.

Nie powinnyśmy ich zabrać. Nie było funduszy, żeby je ratować. Czy mimo to było warto? No pewnie! Zimne rury zamieniły na miękkie łóżko. Wieczorny posiłek, o który trzeba walczyć, na całodobową stołówkę z pysznościami. Strach przed człowiekiem na przytulanie. Uciekanie przed tirami na bezpieczny dom. Kilka lat trudnego życia, na „naście” szczęśliwego leniuchowania i mruczenia do snu.

Zabranie Bena i Kiki ze stoczni wiąże się, niestety, z kosztami. I to wcale nie małymi. Potrzebne są fundusze na opłacenie: pobytu w lecznicy, zabiegów weterynaryjnych (odpchlenie, odrobaczenie, szczepienie, surowica). Potrzebne środki na zakup karmy dla maluchów, żwiru, podkładów higienicznych i kociego mleczka bez laktozy. W sumie koszty związane z ratowaniem im życia to około 1000 złotych. Nie mamy tych funduszy, ale gdybyśmy ich nie zabrały – prawdopodobnie Ben i Kika zginęliby tragicznie w jakiejś maszynie. Teraz myją sobie nawzajem pyszczki na łóżku. Pomóżcie nam opłacić „faktury za życie” – dobre, szczęśliwe i długie.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Ben i Kika

darmi1Darmi to kilkumiesięczne maleństwo. Przyszła na świat na terenie jednego z gdyńskich zakładów. Koci katar zaatakował jej oczy, drogi oddechowe, skrajnie osłabił organizm. Kiedy ją zabierałyśmy oczu po postu nie było widać – tony ropy. Oddychała bardzo ciężko, była bardzo słaba. Kilka dni wcześniej, kiedy matka niosła ją w pyszczku, na koty napadły kruki. Kiedy maluch wypadł na ziemię, dopadło go całe stado ptactwa. Gdyby nie pracownicy zakładu, nie byłoby co zbierać, pewnie kruki by ją zadziobały. Słaba i z wysoką gorączką Darmi nie miała siły się bronić, ani uciekać.
Na szczęście Darmi jest już w naszej lecznicy. Troszeczkę odbiła. Trzeba zapanować nad infekcją górnych dróg oddechowych, bo z nosa leci jak z kranu. Darmi otrzymuje leki, przed nami i przed nią też walka o wzrok – będziemy go ratować.
Darmi jest wystraszonym maluchem. Trochę boi się ludzi, ale kiedy poczuje się bezpiecznie na rękach zaczyna pięknie mruczeć. Powoli uczy się przytulania – dotyk ludzkiej dłoni zaczyna sprawiać jej przyjemność. Przed wolontariuszką mnóstwo pracy. Decyzja zapadła – kruszynka nie wróci w miejsce bytowania. Po leczeniu zostanie zabrana do dt, będzie socjalizowana. Znajdziemy jej dom.
Na razie jednak czeka ją długie leczenie. Zabrałyśmy ją w ostatnim momencie. Dziś pewnie by już nie żyła. Prosimy pomóżcie opłacić nam leczenie Darmi. Damy z siebie wszystko, by ją uratować, jednak bez Waszej pomocy nie mamy szans. Potrzebne są środki na opłacenie faktur za leczenie i pobyt w szpitaliku.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Darmi

wojtuś1Wojtuś trafił do nas w stanie krytycznym. W lecznicy od razu został włożony do namiotu tlenowego. Godziny oczekiwania i niepokoju, czy przeżyje. Było dramatycznie, ale udało się, ruszył! Jest lepiej, ale potrzebuje leczenia.

Wojtuś został znaleziony na Pogórzu. Najprawdopodobniej został porzucony. Zupełnie nie radził sobie na dworze, nie potrafił walczyć o jedzenie. Duża główka i drobny tułów – musiał chodzić głodny. Jest chudziutki i odwodniony. Do tego ma zapalenie płuc- zaniedbane, nieleczone, zaawansowane. Oddycha ciężko, wdechy są płytkie, widać, że się męczy, ale wolę życia ma za to ogromną. I bardzo lubi człowieka. Już po pierwszej terapii tlenowej, kiedy troszeczkę odzyskał siły, widać było, że w tym umęczonym ciałku mieszka wielki miziak. Wojtuś uwielbia głaskanie i przytulanie, głaskany po policzku mruczy zawodowo. Jest słaby, ale na człowieka reaguje zawsze, tak bardzo jest spragniony kontaktu. Przykleja się do wyciągniętej dłoni i zastyga – byle tylko być dotykanym. Ugniata, barankuje. Dużo śpi i odpoczywa, ale na pieszczoty siły znajduje zawsze.

Przed nim długie leczenie. Potrzebujemy funduszy na opłacenie terapii tlenowej, diagnostyki (rtg, krew), kilkutygodniowego leczenia i pobytu w szpitaliku. Na koncie ciągle brak środków. Nie potrafiłyśmy odmówić pomocy, ważna była każda chwila. Bardzo prosimy Was o wsparcie. Razem możemy go uratować.

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

DOPISEK: Wojtuś

kamelek1Kamelka przynieśli ludzie do jednej z naszych lecznic. Przyszedł do ich garażu. Brudny, głodny, skrajnie wychudzony. Przyjęłyśmy go pod swoją opiekę. Popatrzcie na zdjęcia – przerażający widok. Skóra i kość, mnóstwo pcheł. Krwisty katar, pogryzione uszy. Odwodnienie maksymalne – skóra i sierść sterczy, jakby była oddzielona od reszty kota.

Kamelek ciągle przytula się do ludzi. Jest spragniony głaskania i przytulania tak samo jak jedzenia. Nie wie na co ma się zdecydować: na miseczkę, czy na mizianie. Mruczy praktycznie non stop. Pomimo stanu jest radosny i ciekawski – słodka, mała przylepa. Przytula się człowiekowi do policzka i włącza głośny traktor – wierzyć się nie chce, że głos pochodzi z tego wątłego ciałka.

Prosimy pomóżcie nam opłacić leczenie Karmelka: badania krwi, leki, dobrą karmę i suplementy diety (anemia jest galopująca). Wyprowadzimy go z tego stanu, obiecujemy, znajdziemy wspaniały dom. Brakuje nam funduszy na leczenie.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Kamelek

mimi1Bardzo prosimy, pomóżcie nam ratować Mimi! Kicia jest naszą tymczaską od ponad roku. Zmarła jej Pani, Mimi miała zostać wyrzucona. Zabrałyśmy ją do dt, ratując przed śmiercią na gdyńskiej ulicy. Teraz ktoś do niej strzelał!

Mimi jest wdzięczną burą dziewczynką. Uwielbia spać łóżku, mocno się przytula. Lubi wylegiwanie się na słońcu, przy drapaniu mruczy jak traktorek. Patrzy w oczy, prosi o czułości – swoją tymczasową opiekunkę po prostu uwielbia. Przeżyła stratę pierwszej Pani. Teraz, kiedy wreszcie się odnalazła – zaufała, pokochała, poczuła się bezpiecznie, spotkała ją kolejna tragedia.

Kilka dni temu została wypuszczona do ogródka. Wycieczka ma koszmarne skutki. Mimi została postrzelona. Przestrzelony mostek, ołowiany nabój utkwił w jej malutkim ciałku. Obolała, ledwo się poruszająca kotka została znaleziona przez opiekunów.

Konieczna była natychmiastowa operacja ratująca życie. Nabój został znaleziony w pobliżu płuc, w ślad za tym idzie zagrożenie odmą. Bardzo potrzebujemy funduszy, by ratować kruszynę. Potrzebujemy środków na opłacenie kilku rtg, operacji, codziennych wizyt u weterynarza – zastrzyków i leków przeciwbólowych, by choć trochę ulżyć Mimi w cierpieniach. Jeśli z płucami będzie gorzej, konieczna będzie komora tlenowa. To zawrotne koszty. Chcemy ratować tę mruczącą przylepę spoglądającą ufnie w oczy i proszącą o pomoc. Bez Was nie jesteśmy w stanie.

Kicia jest słaba, walczy. Pierwsze doby były dramatyczne, ale przeżyła. Bardzo prosimy o wsparcie, ratujmy burą, kochaną Mimi!

Dane do wpłat:

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Mimi

Sprawę zgłosiłyśmy na policję.

Pumek trafił do nas kilka dni temu. Ma przetrąconą żuchwę, stracił wszystkie zęby. Najprawdopodobniej został skopany. Brak innych obrażeń, które świadczyłyby np. o wypadku komunikacyjnym. Pokiereszowany został pyszczek. Uderzenie musiało być silne – żuchwa jest w kawałkach.

Pumka jesienią wyrzucono z samochodu przy ruchliwej ulicy. Wówczas również go skrzywdzono, uderzono lub kopnięto. Część żuchwy znajduje się nie na swoim miejscu, w pyszczku ma ogromną paprzącą się ranę Do tego brak zębów. Kocurek cierpiał z bólu i ledwo jadł. Wszystko zrastało się po swojemu, nie wszystko się goiło. Jedzenie sprawiało ogromną trudność i ból. Wystawiano mu miseczkę, jednak nikomu nie przyszło do głowy, by udzielić kotu pomocy weterynaryjnej. Cud, że nie wdało się zakażenie i że Pumek żyje.

Z zebranych przez nas informacji wynika, że kotek prawie w ogóle nie opuszczał budki, w której się zainstalował. Cierpiał. Ne wychodził tygodniami, krył się przed ludźmi.. A jest naprawdę cudownym oswojonym kotem. To nie dzikusek, który boi się ludzi, więc się nie ujawnia. To fantastyczny miziasty kot, który z powodu bólu i strachu nie chciał oglądać świata. Został wyrzucony z domu, potem skopany.

Jest już w naszej lecznicy. Potrzebujemy funduszy na wykonanie badań diagnostycznych i leki. Jeśli będzie potrzeba na operację. Poza urazem pyszczka martwi nas, że Pumek jest bardzo wychudzony, można wyczuć każde żebro. Sierść w stanie tragicznym – sucha, zrudziała, stercząca na kocim szkielecie. Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę, która pomoże nam uratować tę małą przylepę, która, jak już poczuła się bezpiecznie, nie chce odkleić się od człowieka.

Barankuje, zaczepia, łasi się cały czas. Nie pozwala zamknąć klatki, odpycha rękę, która ją zamyka, nie chce zostawać sam. Uwielbia głaskanie, drapanie za uszkami, przytula się do ludzkiej ręki, kładzie się na niej, spogląda w oczy i mruczy.

Bardzo prosimy, pomóżcie nam ratować Pumka.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com 
DOPISEK: Pumek

łatka8Łatka 10 lat spędziła pod blokiem. Jest miłą przytulającą się do karmicielki kotką. Lubiła być przez opiekunkę głaskana, kręciła ósemki wokół nóg. Do miseczki przybiegała ekspresowo, latem leżakowanie w trawie było dla niej zawsze ogromną przyjemnością. Jest bardzo mądrą i wdzięczną kocicą. Przetrwała pod blokiem wiele lat, codziennie oczekując swojej karmicielki. W zeszłym roku w wyniku urazu mechanicznego miała połamane żebra i mostek. Po trzytygodniowej walce wróciła do siebie. Nadal radośnie wybiegała z krzaków na widok swojej pani. Do teraz. Kilka dni temu odmówiła jedzenia, nie piła przez 3 dni, w ogóle się nie poruszała, siedziała skulona. Dopóki miała trochę siły, nie pozwoliła się zapakować do transportera, wczoraj opadła z sił zupełnie. Dyszała już od kilku dni, ale w ostatnim momencie oddech był tak płytki, jak gdyby miała zaraz umrzeć. Bezwładną już kotkę karmicielka o 3.00 nad ranem zapakowała do transportera bez problemu.

Łatka została przewieziona do jednej z naszych lecznic. Badanie wykazało oddechy brzuszne, stłumione tony serca, blade śluzówki, temperaturę poniżej normy (35,9). Po rtg okazało się, że w płucach nie ma prawie powietrza, za to jest mnóstwo płynu. Konieczny był natychmiastowy zabieg, by płuca zaczęły znowu pracować i wypełniły się gazem. Z małych kocich płuc lekarze spuścili 200 ml (prawie szklankę) ropy! Kotka oddycha płytko i gęsto, ale oddycha! Kładzie się też normalnie, na brzuszku, podniosła się z boku.

W tej chwili Łatka walczy o życie. W nocy wolontariuszki przeniosły ja do lecznicy, która posiada komorę tlenową. Ma za sobą trzy pobyty w komorze. Widać, że przynoszą jej ulgę. Potrzebne będą kolejne. Konieczne jest badanie krwi oraz wysłanie płynu z płuc do niemieckiego laboratorium. To wszystko ogromne koszty. Koszty wczorajsze i badania krwi i płynu to 900 złotych, dziś narosły kolejne, a to dopiero początek.

Nie potrafimy wyceniać kociego życia. Kalkulować: warto, nie warto? Przecież to tylko kot. Łatka chce żyć. Ufnie spogląda w oczy i prosi o pomoc. Będziemy walczy, choć w obecnej sytuacji finansowej powinnyśmy odpuścić. Pomóżcie nam ratować Łatkę, bardzo prosimy o wpłaty dla niej. Każda złotówka na wagę jej życia. Ratujmy je. Łatka nie wróci na ulicę, musi tylko przeżyć. Nie stać nas na zabiegi i leki.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

DOPISEK: Łatka

kamyk1Kamyk ma 3 lata, jest drobniutki i chudziutki. Wygląda jak niespełna roczny kot. Małe szare chucherko. Do tej pory był szczęśliwym dzikuskiem. Bawił się, wygrzewał na słońcu. Jeszcze całkiem niedawno był w dobrej kondycji. Cieszył się wolnością i na swój koci sposób był szczęśliwy. Bytuje w Wejherowie, w spokojnej okolicy. Na jedzenie nie przychodzi super regularnie, prawdopodobnie zorganizował sobie dwie stołówki. Od trzech lat daje sobie radę. Dawał. W tej chwili nie widzi świata. Oczy są tak zaklejone ropą, że nie może ich otworzyć. Jego ogólna kondycja też jest słaba. Popatrzcie na zdjęcia. W takim stanie ostatkiem sił wszedł do klatki łapki. Leży skulony w klatce kennelowej w lecznicy, nie jest w stanie spojrzeć na otoczenie. Reaguje na dźwięki, ruch. Jest wystraszony, ale łagodny. Pozwala sobie pomóc.
Uszkodzenia na gałkach ocznych nie są nieodwracalne, będziemy walczyć o wzrok Kamyka. Bardzo prosimy pomóżcie nam sfinansować jego leczenie. Gdybyśmy decydowały rozsądnie – zostałby na ulicy. Nie potrafiłyśmy odmówić. Kamykowi należy się pomoc jak każdemu innemu kociakowi. Kanapowiec czy dzikusek – nie ma to znaczenia. Kamyk też chce żyć, chce widzieć. Bardzo prosimy o wsparcie.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
DOPISEK: Kamyk
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

lusiu1Lusiu jest słodkim miziakiem. Mruczy na sam widok człowieka, przytula się, kręci pod nogami, doprasza pieszczot. Rozbrajająco spogląda na człowieka i mówi: głaszcz! Jest spokojnym, grzecznym chłopakiem, jest bardzo łagodny i przyjacielski. Chętnie wystawia brzuszek do drapania, ufnie nadstawia łepek. Bytuje w Wejherowie, pomieszkuje u karmicielki. Porzucono go kilka lat temu, podwórkowe życie dało mu w kość.

Trafił od naszą opiekę z powodu rozległych ran na pupie. Okolice odbytu to jeden krwisty placek. Rany rozlizane i zaognione. Jak się okazało nie są one jedynym problemem. Do takiego stanu skóry doprowadziło wylizywanie się Lusia. Robił to z powodu dolegliwości związanych z niemożnością wypróżniania się. A ono z kolei okazało się konsekwencją chorych stawów w tylnych łapkach. Cały tył Lusia jest bardzo bolesny. Zdarza się, że kocur upadnie i nie może się podnieść. Z powodu silnego bólu z kuwety korzysta raz na kilka dni, konieczna jest mechaniczna pomoc.

Potrzebna hospitalizacja i leczenie, badania i leki. Wierzymy, że Lusiu znowu stanie pewnie na łapkach i będzie mógł normalnie funkcjonować. To cudowny przylepny misiek, który może żyć jeszcze godnie wiele lat. Potrzeba leczenia i specjalnej diety, bo waga Lusia ma związek z dolegliwościami. Bardzo prosimy o wpłaty, choćby najmniejsze, żebyśmy mogli mu pomóc.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
DOPISEK: Lusiu

SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

rudy1Pod naszą opiekę trafił Rudy – ofiara wypadku komunikacyjnego. Miał strzaskaną miednicę, od jakiegoś czasu przebywa w fundacyjnym szpitaliku. Wymaga hospitalizacji i regularnych badań kontrolnych oraz podawania leków. Bardzo prosimy o darowizny dla niego. Żeby żyć, potrzebuje pomocy. Żeby mógł ją otrzymać, potrzebujemy funduszy.

Rudy prawdopodobnie mieszkał kiedyś w domu, został z niego wyrzucony. Rudych kotów wolnożyjących praktycznie nie ma, więc jest spore prawdopodobieństwo, że ktoś pozbył się kocura. Skończyło się tragicznie, pomóżcie.

Każda złotówka dla Rudego na wagę jego życia. Prosimy o wpłaty.

 

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
DOPISEK: Rudy

SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com

Kotka BabciaWolontariusze PKDT kilka razy w tygodniu jeżdżą na stocznię gdyńską karmić żyjące tam koty stoczniowe. W trakcie ostatniego dyżuru przyszło im zabrać ze stoczni na leczenie kolejną kocią bidulę. Kotka otrzymała robocze imię ‘Stoczniowa Babcia’. Kotka jest znana wolontariuszom od 6 lat. Jest jednym z najstarszych kotów zamieszkujących stocznię, może mieć aż…6-7 lat. Zwierzęta w takim wieku można policzyć na stoczni na palcach jednej ręki. Żywot kota stoczniowego jest krótki i bardzo ciężki.

Kotka odmawiała jedzenia, miała wysoką temperaturę i zajęte górne drogi oddechowe. Była wychudzona. Przy pomocy ochrony stoczniowej udało się ją wyjąć z budki i zapakować do transportera, a następnie zawieźć do gabinetu weterynaryjnego na leczenie

Wyniki krwi, które zostały zrobione, na szczęście nie wskazują na jakąś nieuleczalną chorobę. Babcia ma zapalenie jelit, biegunkę i chore oskrzela. Jej stan pogarszała niska temperatura, zimno, zmęczenie. No cóż, najprawdopodobniej nie przeżyłaby tej zimy

Prosimy o wsparcie leczenia Stoczniowej Babci. Jej pobyt w lecznicy będzie długi. Trzeba ją wyleczyć i odkarmić. Babcia ma szansę – pomóżmy jej!

12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
SWIFT: GOPZPLPW
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Babcia stoczniowa

No Comments