Niedziela. Jedziemy odwieźć kotki po sterylizacjach. Dzikie: mamę i siostrę Kostka. Kotki czują się świetnie i marzą o powrocie do siebie. Dojeżdżamy na miejsce. Co zastajemy? Kolejną kocicę. Tym razem z maluchami. Szkraby leżą na kawałku styropianu i popiskują. Chudziutkie, umorusane. Kotka kręci się dookoła, zawołana przybiega, łasi się, mruczy. Jest głodna i spragniona pieszczot.

Kocia rodzina żyje w prowizorycznej budzie – pod kilkoma kawałkami styropianu opartymi o ścianę. Pomimo ładnej pogody w środku wilgotno po ostatnich deszczach. Jeden maluch jakiś marny, sierść brudna i stercząca, drugi ma zaklejone oczko. Trzeci popiskuje. Trzymają się nieźle, jak na te warunki, ale to nie jest życie. Nie są tam mile widziane. Są niechciane. Tamtejsza filozofia brzmi: przeżyją, to przeżyją, nie – to jeszcze lepiej, bo koty przeszkadzają, brudzą, jest ich za dużo.

Zabranie ich to szansa na życie. Tam czekałaby je śmierć na ulicy – jak większość zeszłorocznych miotów. Dawno nie żyją. Jak Kostka, którego karmiłyśmy butelką, by przeżył.

Stanęłyśmy bezradne. Brakuje wolnych miejsc, nie ma środków. Przed nami zmęczona maluchami i głodna kotka. Do tego trzy oseski leżące w mokrym kącie. Zabrałyśmy je. Nie mamy ani grosza, by je utrzymać, zabezpieczyć. Potrzebna dobra karma dla kotki karmiącej, potrzebne podkłady, żwir. Każda doba będzie kosztowała 10 zł za hotel. Nie było innej opcji, nie mamy już miejsc. Do tego w perspektywie: odrobaczenia, szczepienia, sterylizacja. To mnóstwo kosztów. Nie potrafimy jednak wyceniać życia. Zdecydowałyśmy się ratować te cztery. Kici też nie chcemy odwozić. Jest łagodną, przemiłą kotką. Wystawia brzuch i podbródek do miziania, chwyta ludzką dłoń łapkami i chce się przytulać. Do dziś bezimienna, od dziś Inka. Jak odkarmi dzieciaki, będzie szukała domu.

Ta czwórka nie miała tam przyszłości. Chcemy podarować im długie i dobre życie. Ciepłe domy, kochających ludzi. Bezpieczeństwo i miłość zamiast śmierci na ulicy. Bardzo prosimy o wpłaty. Tylko one pozwolą nam ratować Inkę i jej maluszki.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Inka i maluszki

Pestka jest siostrą Kostka, którego ogłaszałyśmy niedawno. Również ją nasza wolontariuszka spotkała w czasie majówki. Jest równie chuda jak jej brat, jednak była w trochę lepszym stanie – sama jadła. Dostała antybiotyk na miejscu i po kilku dniach przyjechała do naszej lecznicy.

Pestka jest świetną kocicą. Początkowo próbuje posyczeć, ale zupełnie jej nie wychodzi. Wystarczy ją dotknąć, by zaczęła mruczeć, prężyć grzbiet i przebierać łapkami. Próbuje być ostrożna, ale bardzo się migdali. Za bardzo ciągnie ją do człowieka, by miała marnować czas na zachowanie dystansu. Wystawia brzuch, ugniata powietrze, nadstawia głowę do głaskania. Jest po prostu boska.

Zabrałyśmy ją, by doleczyć katar i wysterylizować. Leczenie powoli dobiega końca. Bardzo nie chcemy jej odwozić. Brakuje nam środków, by pokryć obecne koszty, by ją zatrzymać i opłacić jej pobyt. W miejscu, z którego ją zabrałyśmy o jedzenie raczej trudno – wyglądała jak szkielet, nadal jest bardzo chuda, o schronieniu – nawet na zimę – nie ma mowy. To fantastyczna kocica – chce się miziać, lgnie do człowieka. Ma wrócić na ulicę? Bardzo prosimy, pomóżcie ją zatrzymać! Dajmy jej szansę na dom i dobre życie. Prosimy o wpłaty dla Pestki.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Pestka

Kontakt w sprawie Pestki: Monika S. 888241551

Daszkę złapałyśmy na sterylizację. Jest dzikuską, żyje na dachu budynku gospodarczego. Prawie w ogóle nie schodzi na dół, na dachu jest też karmiona. Obecnie wylegiwała się tam na słońcu, na zimę kombinujemy , żeby postawić na dachu budkę. Wszystko jest ładnie osłonięte drzewami, Daszka czuje się tam bezpiecznie. Takie miejsce sobie wybrała. Jest kotem wolno żyjącym, szczęśliwym tam gdzie jest. Nie chce egzystować z człowiekiem, woli swoje kocie drogi.

Przyjechała na zabieg. Wyglądała podejrzanie, siedziała skulona. Okazało się, że ma problem z jedzeniem. Po zajrzeniu do pyszczka weterynarzom opadły ręce. W buzi mnóstwo ropy, a z tyłu na podniebieniu duża gula – bąbel pełen ropy. Konieczne jest usunięcie zmiany. Nie jesteśmy przygotowani na takie koszty. Bardzo potrzebujemy Waszej pomocy.

Łapiemy rocznie kilkaset kotek na sterylizacje, koszty, które powstają właśnie w taki sposób jak tu – oprócz sterylizacji konieczny zabieg w jamie ustnej, są poza naszym zasięgiem. Nie wyobrażamy sobie jednak wersji – wysterylizować chorego cierpiącego kota i wypuścić. Musimy jej pomóc.

Daszka, jak każde żywe stworzenie, zasługuje na pomoc, leczenie, godne traktowanie. Kicia ma wrócić do siebie, tam jest szczęśliwa. Chcemy, by wróciła zdrowa, by mogła cieszyć się życiem, a nie kulić w kącie z bólu, chodzić głodna. Prosimy o pomoc dla Daszki, nie bądźcie obojętni na jej los tylko dlatego, że nie daje się głaskać.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Daszka

Taka bieda wróciła z naszą wolontariuszką z długiego weekendu. Kostek siedział na środku asfaltowej drogi w Kościerzynie. Przeraźliwie chudy, zagilany, wrzeszczący na widok człowieka wniebogłosy. Miauczał przeraźliwie, przyszedł do wysypanej karmy, ale nie jadł. Nie miał zupełnie węchu. Już był szkieletem, umarłby tam wkrótce śmiercią głodową. Wolontariuszka zabrała go do wynajętego domku. Przez kilka dni karmiła go butelką, bo sam nie był w stanie jeść.

Kostek okazał się przemiłym przylepą. Sam wchodził na kolana, właściwie wpełzał, bo na więcej nie miał sił. Jak już pożarł całą butlę pokarmu, zasypiał wyciągnięty i mruczący. Cierpiał, ledwo podnosił się na łapkach, ale wspinał się na ludzkie ramię, bardzo chce się przytulać. W polowych warunkach, w środku lasu otrzymał pierwszą pomoc, antybiotyk i butelkę. Teraz bardzo potrzebuje opieki weterynarza i Waszej pomocy. Ciężko oddycha, kicha, spójrzcie jak wyglądają oczy – wymagają leczenia. Ma około 9 miesięcy, wygląda jak mały kociak. Ma długie nogi – poza tym szkielet. W sensie dosłownym: skóra i kość. Nie da się powiedzieć, że jest drobniutki. Jest zagłodzony. Za kilka dni by nie żył.

Bardzo potrzebna Wasze wsparcie! Nie mamy funduszy, by go ratować. Obiecujemy zadbać o tę przylepę – wyleczyć, odkarmić, znaleźć najlepszy dom. Prosimy o wpłaty dla Kostka.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Kostek

Kreska to kilkuletnia kotka stoczniowa. Żyje w jednym z najpaskudniejszych miejsc na stoczni. Koty są tam niemile widziane, brakuje życzliwych im ludzi, a warunki życia są bardzo trudne. Jeszcze niedawno podczas karmienia odwiedzałyśmy tam spore stadko. Dziś żyją tylko dwa koty. Wśród załączonych fotografii ostatnie zbiorowe zdjęcie z tego miejsca.

Kreska chce żyć, przetrwała w tym miejscu. Podczas jednej z wizyt zobaczyłyśmy, że czuje się fatalnie. Brzuch miała okrągły, wzdęty, była osowiała, kuliła się w kącie, nie chciała jeść, choć podsuwałyśmy jej ulubione karmy. Zabrałyśmy ją do weterynarza. Jest pod naszą opieką.

Po przyjęciu do szpitala okazało się, że Kreseczka jest bardzo zarobaczona. Brzmi banalnie, jednak silna robaczyca jest groźna i dolegliwa. Co gorsza stwierdzono oprócz tego zapalenie wątroby i silną anemię. Walczymy o Kreskę, o to, by dało się jej przywrócić zdrowie i normalne życie. Jest już u nas od jakiegoś czasu, ale w natłoku interwencji, ciągle czekała na „czas antenowy”. Nadszedł – bardzo prosimy o pomoc dla niej!

Kreska nie jest nakolankowym miziakiem, ale tak samo cierpi i kuli się z bólu. Potrzebuje Waszego wsparcia. Miała umierać na stoczni? Bo nie daje się głaskać, brać na kolana? Kreska grzecznie przyjmuje pomoc, widać w jej oczach ulgę. Bardzo cierpiała przed przyjęciem do weta. Nie bądźcie obojętni na los Kreseczki, pomóżcie opłacić jej leczenie.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Kreska

Kicię można wesprzeć także tutaj: https://pomagam.pl/Stoczniowa_Kreska

 

Burasek Stoczniowy jest dorosłym sympatycznym kocurem. Pozbyto się go, porzucono go na terenie stoczni, komuś przestał być potrzebny. Jest ciekawy człowieka, może nie super odważny (nic dziwnego po tym, co przeszedł!), ale ciekawość zwycięża – szuka kontaktu, jest spokojny i miły.

Bezradny w nowym otoczeniu uległ wypadkowi. Wpadł pod samochód, miał do czynienia z jakimś stoczniowym sprzętem? Nie wiemy. Wiemy jedno – ma wyrwaną łapę!!! Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić bólu, jaki mu towarzyszył zanim go zabrałyśmy. Przyszedł do jedzenia, niestety szybko zniknął, szukaliśmy go miesiąc. Udało się, jest bezpieczny u naszego weta. Na stole w lecznicy okazało się, że na wysokości stawu wystają kości, przebijają skórę. Zdjęć rany nie mamy, wyglądało strasznie, choć nie było świeże. Trwa kuracja antybiotykowa. Burasek potrzebuje teraz pomocy.

Prosimy o wsparcie, konieczna jest podawanie leków, badanie krwi, zabieg – amputacja nóżki. Potrzebny szpitalik. Nie ma funduszy, by zabezpieczyć kociaka. Musimy mieć środki, by nie musieć odwozić go po wszystkim „na stocznię”, by szukać mu domu. BŁAGAMY O POMOC, człowiek bardzo go skrzywdził – porzucił i zgotował mu taki los! BARDZO PROSIMY o darowizny, bez nich nic nie zrobimy.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Burasek Stoczniowy

 

Nomi została znaleziona w małej nadmorskiej miejscowości – Mechelinki. Siedziała skulona na parapecie lokalu gastronomicznego wciśnięta w kąt tak mocno, że prawie nie było jej widać. Była praktycznie przyklejona do ściany, wystraszona, mokra, głodna. Niewidoczna dla świata. Próbowała ogrzać się ciepłem zza okna, z wewnątrz, bo mróz trzymał już mocno. Cichutko pomiaukiwała, prawie nie było jej słychać w ulewnym deszczu i hulającym wietrze.

Nasza wolontariuszka bez namysłu zapakowała kruszynę do transportera i zabrała do ciepłej lecznicy. Nomi była bardzo przemarznięta i chora. W przychodni kicia wtuliła się w człowieka i za nic nie chciała się odkleić. Jest miłą, grzeczną kocicą. Oswojoną, ufną, kochaną. Zna człowieka, musiała z nim żyć. Została porzucona.

Nomi potrzebuje pomocy weterynarza. Wyleczono już drogi oddechowe, zrobiono badania krwi – wyniki nie są dobre. Są problemy z trzustką, konieczne są kolejne badania laboratoryjne i diagnostyka obrazowa. Badania, leki, dobra karma, bo takiej bezwarunkowo potrzebuje Nomi, do tego opieka w szpitaliku – to ogromne obciążenie dla naszego wolontariackiego konta.

Nomi jest osowiała, poleguje bez sił, najprawdopodobniej bardzo ją boli. Nie ma apetytu, nie ma siły, by się podnieść i miziać, choć wiemy, jak bardzo to lubi. Jest słaba, cichutka. Cierpi.

Nie ma środków, by pomóc kotce, by sfinansować jej leczenie. Każda złotówka, którą możesz podarować kici, jest na wagę złota. Pomóż skrzywdzonej, porzuconej Nomi.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Nomi

Tabi jest bardzo towarzyski, cały czas zagaduje człowieka. Nawołuje, dopomina się uwagi i głaskania. Wystarczy go dotknąć, by głośno się rozmruczał. Jest sporych rozmiarów rudym miśkiem. Wdzięczy się, pręży grzbiet, zagląda człowiekowi w oczy i głośno gada. Zdarza się, że reaguje nerwowo – wydaje się nam, że ktoś się nad nim wcześniej znęcał.

Tabiś został porzucony. Błąkał się bardzo długo. Samotny, bez ukochanego człowieka nie radził sobie. Jadł, co znalazł, spał w śniegu pod gołym niebem. Mokry, zmarznięty, wygłodniały był wiecznie przeganiany. Przeszkadzał wszystkim. Im bardziej się bał, im gorzej wyglądał, tym bardziej go goniono. Znieczulica ludzka ni zna granic! Zaopiekowała się nim starsza pani – postawiła budkę i miseczkę, zadzwoniła do nas. Tabi bardzo potrzebował wizyty u lekarza.

Został dotkliwie pogryziony przez inne koty. Być może dodatkowo skrzywdzony przez człowieka. Ma głębokie rany, uszkodzone oko, wyrwane (!!!) pazury i opuszki palców!

Ropień na pyszczku jest okropny. Rany się sączą. Weterynarz przeraził się na widok kocurka. Ból pyszczka i łapy musi być ogromny. Oprócz tego w krótkim czasie Tabi bardzo schudł – ma problemy jelitowe, wyniki krwi nie są dobre. Konieczna jest dalsza kosztowna diagnostyka.

Potrzebujemy środków, by zdiagnozować i leczyć Tabisia, by wygoić rany. Potrzebne kroplówki, antybiotyki, leki przeciwzapalne, środki przeciwbólowe. Potrzebna opieka szpitalna. Trzeba badać krew, zrobić usg. Nie mamy ani grosza.

Tabi jest już bezpieczny, ale nie mamy funduszy, by go leczyć. Bardzo chcemy mu pomóc. Spójrzcie na jego pyszczek – bardzo boli. Mimo to chłopak nie może sobie odpuścić przywołania człowieka. Prosi o pomoc! Ma tylko Was i nas.

Publikujemy zdjęcia wykonane po zabiegach weterynaryjnych, wcześniejsze były zbyt drastyczne.Bardzo prosimy o wsparcie!

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Tabi

 

 

Pomagamy kotom bezdomnym, porzuconym i wolnożyjącym. Traktujemy je tak samo. Nie ma dla nas różnicy, czy kot to domowy miziak, czy syczący dzikusek. Oba tak samo odczuwają ból, tak samo cierpią. Tak samo powinny być dobrze traktowane. Należy im się taka sama pomoc i opieka.

Jednym z priorytetów PKDT są sterylizacje dzikusków. Chcemy, by kociej biedy było jak najmniej. Jak najmniej niechcianych, przeganianych zwierząt, jak najmniej chorych, umierających kociąt, kotów potrąconych przez auta i umierających na poboczach. By kotki nie chorowały na ropomacicze, nie miały nowotworów sutków. Dzikuskom też należy się godne życie!

Od lat podejmują się realizacji miejskich programów zapobiegania bezdomności zwierząt. Pracujemy społecznie, spędzamy godziny w terenie przy klatkach łapkach, godziny w lecznicach weterynaryjnych. Poświęcamy prywatny czas, pracujemy za darmo, sami opłacamy paliwo. Wykorzystujemy środki, które miasta przeznaczają na zabiegi sterylizacji i kastracji. Działamy od 8 lat. Udało im się poddać zabiegom kilka tysięcy zwierząt, tylko w zeszłym roku wysterylizowałyśmy 800 kotek. W czym problem?

Miasta opłacają zabiegi. Nic więcej. Koty potrzebują opieki. My opłacamy pobyt w szpitalikach po zabiegach, karmę, bardzo często leki. Nie zabieramy z ulicy pięknych, grubych kotek. Niejednokrotnie przyjeżdżają do lecznicy kocie szkieleciki, chore biedy. Zanim poddamy zwierzaka zabiegowi, leczymy go, robimy badania. To jest żywa istota. Nie wyobrażamy sobie filozofii – prosto pod nóż. Bo tylko na to są pieniądze. Płacimy za tę opiekę sami – leki, szpital, karmę żwir. Koszty, które w związku z tym ponosimy są ogromne. Bardzo ciężko pozyskać środki. Nikt nie myśli o losie anonimowych dzikich kotek. Są niczyje, nikt się o nie nie martwi. Nikomu na nich nie zależy. Nie ma na to wpłat i darowizn.

W zeszłym roku poniesione w związku ze sterylizacjami koszty – 800 kotek – prawie kosztowały PKDT istnienie – długi fundacyjne przerosły możliwości. W tym roku nie wyobrażamy sobie powtórki. Jakie mamy wyjście? Nie sterylizować? Zabierać na zabiegi i nie leczyć? Operować chore zwierzęta? Wypuszczać niewyleczone? Nie zapewniać opieki w szpitaliku?

Bardzo chcemy realizować program walki z bezdomnością, by bezdomnych kotów było jak najmniej. Bardzo chcemy traktować te zwierzaki tak, jak na to zasługują. Dać to, czego potrzebują. One też czują, cierpią. Chorują. Je też boli rana po zabiegu. Nie inaczej niż nasze domowe kotki. Zdarzają się powikłania po zabiegach, wychodzą uczulenia na nici. Organizmy różnie reagują na narkozę. Może przydarzyć się wszystko to, co zdarza się nakanapowym mruczkom. Rany czasami się rozpruwają – kot domowy otrzyma pomoc. Dzikuskowi może zdarzyć się to na ulicy. Po prostu brzuch się otworzy. Nie chcemy tak działać! Nie chcemy operować chorych, wychudzonych zwierząt. Wypuszczać dobę po zabiegu i ryzykować ich życie. Kto z Was w dzień po operacji wyrzucił by swojego domowego kota na ulicę? Czym różni się dzikusek?

Bardzo prosimy, pomóżcie pokryć koszty opieki nad kotkami wolnożyjącymi.

Pomóżcie zapomnianym, niczyim biedom. Na co dzień często żyją w strasznych warunkach. Nikt się o nich nie pamięta. Zasługują na pomoc i opiekę jak każde czujące stworzenie.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: sterylizacje 2017

m1Od ponad roku walczymy o łapkę Matyldy. Kicia potrzebuje Waszego wsparcia.

Matyldzia jest kotką wolnożyjacą. To miła, grzeczna, łagodna i spokojna kocica. Jesienią zeszłego roku trafiła do nas… z oskórowaną łapką. Nie wiadomo, co było przyczyną nieszczęścia – wypadek, uraz mechaniczny, człowiek (!). Łapa wyglądała dramatycznie, widać to na jednym ze zdjęć. Zdecydowaliśmy się ratować kotkę i jej nogę. Wolnożyjące koty zasługują na taką samą opiekę, jak nasze oswojone przylepy. Rozpoczęła się walka o Matyldę. Ponad rok czasu kotka dzielnie znosiła zabiegi, oklejanie łapki plastrami, smarowanie – odbudowywanie skóry. Pięknie się goiło. Łapka wyglądała coraz lepiej. Niestety, niedawno leczenie przestało być skuteczne. Wszystko stanęło w miejscu. Weterynarze zdecydowali, że potrzebny jest przeszczep skóry. Potrzebujemy funduszy, by opłacić zabieg i dalsze leczenie. Kotka jest łagodną, wdzięczną za pomoc dziewczyną. Jest bardzo dzielna, pięknie współpracuje. Prosimy, pomóżcie Matyldzie!

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Matylda

kitka3Kitka jest kotką z leśniczówki. W związku z przeprowadzką opiekunów miała zostać na ulicy, zabrałyśmy ją do siebie. To drobna, subtelna i delikatna kicia. Uwielbia przytulać się do człowieka i leżeć na rękach. Wystarczy pochylić się nad klatką i już wspina się człowiekowi na ramię, układa się wygodnie i mruczy. Wtula się w kark, albo zwija w kłębuszek i zasypia. Jest tak przylepna i miła, że nie sposób jej odmówić miziania. Na widok człowieka pręży grzbiet, przytupuje i zagląda w oczy – cały czas mogłaby być głaskana.

Jest pod naszą opieką od kilku tygodni, niedawno bardzo schudła, zmarniała, stała się osowiała. Na widok człowieka nadal się cieszyła, ale widać było, że brakuje jej sił i energii. Czym prędzej zrobiliśmy badanie krwi. Parametry wątrobowe są niedobre – stąd złe samopoczucie Kitki. W trakcie leczenia jedne się poprawiają, inne pogarszają. Musimy poddać kicię dalszej diagnostyce, a nie mamy na to funduszy. Konieczne kolejne badania – diagnostyka obrazowa i szeroki zakres badań krwi. Trzeba wdrożyć leczenie, opłacić szpitalik i karmę weterynaryjną. Bardzo prosimy pomóżcie ratować koteczkę. Prosimy o wpłaty – choć najdrobniejsze. Ufna, kochana Kitka bardzo Was potrzebuje.

Kitka siedzi grzecznie i cichutko, wzięta na ręce wtula się jeszcze bardziej niż zwykle, choć wydawało się to już niemożliwe. Przytula się całą sobą, czeka na pomoc.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Kitka

korgi2Korgiego znalazła w nocy na ulicy nasza wolontariuszka. Biegał zagubiony, zaczepiał ludzi, non stop wbiegał do otwartego do późna sklepu. Bardzo chciał do człowieka, był zupełnie bezradny Kilka godzin koczował pod zamkniętym już sklepem. Zawołany i zaproszony do domu ruszył bez wahania. Odnalazł się w nim od razu. Kładł się przy człowieku, przytulał i lizał. Wyprowadzony z powrotem już nie chciał zostać. Nie odstępował człowieka na krok.

Korgi jest fantastycznym psiakiem. Za człowieka poszedłby w ogień. Jest bardzo ufny, super przyjacielski. Uwielbia spać w łóżku – pakuje się na głowę opiekuna i zasypia wtulony we włosy. Jest łagodny i i bardzo, bardzo żywy.
Nie wyobrażamy sobie, jak można porzucić zwierzę! Pomimo ogłoszeń i plakatów dotychczasowa opiekunka Korgiego nie odezwała się. Wiadomo, że doskonale wiedziała, gdzie jest, znała numer telefonu, bez problemu mogła się zgłosić. Nie zrobiła tego.
Historię Korgiego wolontariuszka poznała przypadkiem. Korgi dwa lata spędził przy budzie na krótkim łańcuchu. Odpiął i zabrał go dobry człowiek, który nie mógł patrzeć na psią krzywdę. Niestety, z bezradności powierzył go kolejnej nieodpowiedzialnej osobie. Skończyło się porzuceniem. Łańcuch, nieodpowiedzialny dom, ulica. To losy Korgiego.
W tej chwili jest w domu tymczasowym. Ma fantastyczna opiekę. Kobieta, u której jest Korgi, całą siebie oddała zwierzętom. Opiekuje się psem na wózku, seniorką potrzebującą całodobowej pomocy, kotem bez oka oraz 5 innymi znalezionymi na ulicy zwierzakami. Ma wielkie serce. Pomogła jeszcze Korgiemu. Psi tymczas jest pod naszą finansową opieką. Na koncie zero. Korgi tak naprawdę powinien zostać na ulicy.
Nie ma środków na opłacenie podstawowych zabiegów weterynaryjnych – odpchlenia, odrobaczenia, szczepienia. Nie ma na kastrację. Do tego potrzebne jest jeszcze szkolenie dla Korgiego. Psiak w związku ze swoją przeszłością nie jest za bardzo ułożony i niespecjalnie reaguje na polecenia opiekunki. Obsikuje nogi stołu, nie reaguje na uwagi, żyje swoim życiem. Opiekuna się nie poddaje. Potrzebne choć kilka fachowych spotkań, by Korgi mógł normalnie żyć w domu i miał szansę na normalne życie. Nauczono go spać w łóżku, podwórko już nie wchodzi w grę. Natomiast do zasad panujących w domu Korgi nie potrafi się przystosować.
Bardzo prosimy, pomóżcie. Cegiełki na nowe życie dla psiaka można przelać na:

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
nr konta: 12 2030 0045 1110 0000 0255 8070 (BGŻ)
SWIFT potrzebny dla przelewów zagranicznych: PPABPLPKXXX
PayPal: pkdt.biuro@gmail.com
DOPISEK: Korgi