rubin

Rubin.

Z nowego domu wita się Rubin. Rudzielec został znaleziony w listopadzie na ulicy. Miał szczęście. Wkrótce znalazł dom u pani Teresy z Krokowej. Nowa opiekunka przyjęła go takim, jaki był: brudnego i  umorusanego. nie to przecież było najważniejsze. Rubin w domu zmienił się, jak widać, w prawdziwego kanapowego lwa. Jak donosi Ania, nasza wolontariuszka pilotująca sprawę Rubina, rudzielec jest bardzo kochany i rozpieszczany, mimo że czasem lubi strzelić tzw. focha. Cieszymy się, że Rubinowi dobrze w domu. Pozdrawiamy jego i panią Teresę.

stefa1

Stefa/Lili.

Ta piękna brunetka to dawniej Stefa, a teraz Lili. Była podopieczna naszego DT u Darii w Tczewie pozdrawia z nowego domu u Hanny.

Lili wyruszyła na spotkanie z nową rodziną jako 8-tygodniowe kocię. Na miejscu czekał na nią komitet powitalny. Trzy dorosłe psy (doberman, gończy polski i ogar polski) duże i z temperamentem. Lili bardzo szybko skradła im serca. Już wkrótce trzy suki pozwalały jej bawić się ogonami, gryźć w uszy i skakać po sobie.

Lili jest w nowej rodzinie już 8 miesięcy. Jak pisze Hanna, domownicy  nie wyobrażają sobie już życia bez niej. Przyszywane psie siostry też już pewnie nie. (więcej…)

adela

Adela/Prutka.

Z nowego domu pozdrawia Adela, która teraz nazywa się Prutka. Kotka znalazła dom stały w swoim dotychczasowym domu tymczasowym. Oto, co mówią o niej jej opiekunki, Helena i Kasia: „Początki były trudne. Prutka trafiła do nas prosto ze śmietnika, wychudzona, wygłodniała i schorowana. Założenie było takie, żeby doprowadzić ją do porządku i znaleźć jej kochający dom. Miesiące mijały, kotka czuła się coraz lepiej. Przybierała na wadze. Zaczęła się bawić jak kociak. Umilała nam czas ciągłym łaszeniem się i głośnym mruczeniem (niezły z niej traktor). Skradła nam serca i gdy na stronie PKDT pojawił sie adopcyjny post, nie mogłyśmy znieść myśli, że mogłybyśmy ja oddać. I tak z nami została.
Prutka jest piękna, kochana i mądra. Uwielbia w nocy pakować się pod kołdrę. Nie rozumie, że lizanie po twarzy szorstkim językiem, wkładanie wąsów do nosa i siadanie na głowie jest dość uciążliwe. Szczególnie gdy rano trzeba wstać do pracy. Jednak wybaczamy jej to. Polecamy wszystkim adoptowanie kotów, bo zwierzęta „po przejściach” potrafią w cudowny sposób okazać swoją wdzięczność. Chyba jest jej z nami dobrze.”

lilka

Lilka.

Panna prezentująca się w pełnej rozciągłości na swojej własnej kanapie, to Lilka. Koteczka została znaleziona wraz z dwoma maluchami w Warzenku, dlatego była przez nas „roboczo” nazywana Mamą Warzenkową. W hotelowym boksie zajadała stres i przytyła. Ludzie zniechęcali się, widząc jej tuszę. Jednak i do niej uśmiechnęło się szczęście.

Po pobycie u nas Lilka zamieszkała w Gdyni u naprawdę fantastycznych Ludzi. Okazało się, że lubi sypiać w szafie. Ponieważ otwierała wszystkie dostępne w domu szafy po kolei, w końcu dostała jedną na wyłączność. Uwielbia bawić się sznurówkami. Niczym Pudzianowski ciągnie za sobą ciężkie buty. Kiedy akurat nie bawi się i nie śpi w szafie, okupuje dwie kanapy i przytula się do swoich Człowieków, którzy donoszą nam, że są przeszczęśliwi. Lilka, jak widać, też.

Po pierwsze: nie to jest ważne co na zewnątrz, tylko to co w sercu. A serce Lilka ma wielkie. Po drugie: duże jest piękne. Lilko, życzymy szcżęścia!

SONY DSC

Trinia.

Na prośbę nowej opiekunki Trini naszej trójłapki publikujemy list. Trinia ma się świetnie, list cieszy i chwyta za serce. Dziękujemy za dom i za korespondencję!. Aż łezka kręci się w oku… Przeczytajcie koniecznie!

„Po czterech tygodniach mieszkania z nami Trinia nie czuje się już w ogóle zestresowana. Świetnie porusza się po całym mieszkaniu i tarasie, wydaje się cieszyć życiem. Czasami ganiają się z naszym drugim kotkiem, Trufcią. Trincia w niczym Trufci nie ustępuje. Jest kochanym, radosnym miziakiem. Kiedy przez jakiś czas jej się nie głaszcze, sama dopomina się o ulubione pieszczotki, popiskując po kociemu. Zdarza się, że głaskanie nie jest jej potrzebne, bo ma ważniejsze sprawy do załatwienia, na przykład na tarasie. Od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyliśmy, zakochaliśmy się w kociaku. Nie wiedzieliśmy tylko, czy odwzajemni naszą miłość i czy będzie jej z nami dobrze. Teraz już wiemy, że byliśmy sobie pisani i nie wyobrażamy sobie kolejnych dni bez tego radosnego i bardzo żywotnego kotka. Ani przez chwilę nie poczuliśmy, że jest bez łapki, że ma krótszy ogonek. (więcej…)