Na pewno pamiętacie Szyszkę

Cudem uratowaną zimą z lasu kotkę. Już było pięknie, już szukaliśmy domu i dziewczyna się pochorowała. Jeździmy do weta, leków cała armia. Po ostatniej wizycie: poprawa , jeśli chodzi o oczy, ale żeby nie było za prosto: jeszcze prawie miesiąc zakrapiania na bank. I mamy powiększoną śliniankę 🙁 Bardzo proszę wesprzyjcie zbiórkę. W jej tekście też więcej szczegółów.https://www.pomagamyzwierzakom.pl/szyszkaoczy-z-pkdtA poniżej zimowa historia Szyszki – dla tych, którzy dotychczas o dziewczynie nie słyszeli.Dzień 1. Sobota. Współpracująca z PKDT Dagmara opowiada o kocie znalezionym w lesie. Kocim dzieciaku, który wyszedł z przysypanego śniegiem kartonu i zapakował się na ręce. Przywozi zziębniętego chłopaka do Gdańska, pokazuje foty. Na zdjęciach obok białego pudła, z którego wyszedł kociak, jeszcze jeden szary karton. Dagmarze, pomimo nawoływań, nie ujawnił się drugi kot. Jednak może tam jest? Dzień 2. Niedziela.Namawiam męża i jedziemy 70 km na “spacer po lesie”. Pewnie kota nie spotkam, trudno znaleźć małego kota w wielkim lesie. O ile w ogóle ten drugi kot istnieje. Wysiadam, podchodzę do kartonów, zaczynam miauczeć. Spod pobliskiego chrustu jak strzała wybiega sześciomiesięczny kociak i leci przed siebie w las. Wszystko tak przymarznięte, że nie wiadomo jak się tam w ogóle wcisnął.Jestem przerażona, kot jest, ale jak ucieknie w las, w życiu go nie znajdę. Zaczynam nawoływać miauczeniem. Zwierzak zatrzymuje się i podejmuje rozmowę. I tak rozmawiamy ponad 2 godziny, aż przyjeżdżają koleżanki z klatką – łapką. Niestety, kicia jest tak wystraszona, że o złapaniu nie ma mowy. Spędzamy kolejnych kilka godzin w śniegu, ale bez efektu.Robi się ciemno, zostawiamy jedzenie i jedziemy do domu. W nocy sprawdzam pogodę w internecie. W tym miejscu minus 8. Odczuwalna jeszcze niższa. Tragedia.Dzień 3. Poniedziałek. Koleżanka jedzie dosypac karmy i szukać dalej. Wracam z pracy do domu. Mąż chwilę po mnie. Wystarczyło jedno spojrzenie: jedziemy również. W trójkę chodzimy po lesie do późnych godzin nocnych, ale znajdujemy tylko ślady kocich łapek. To jedyny plus pogody, widać odbite w śniegu łapki. Zostawiamy budę, jedzenie. Wracamy do Trójmiasta. Dzień 4. Wtorek. Kolejny dzień poszukiwań, niestety podobnie jak poniedziałek zupełnie bezowocny. Na śniegu są ślady kota, mnóstwo kocich stópek, karma znika. Nic więcej nie udaje się ustalić. Dzień 5. Środa. Z powodu wizyty u lekarza wychodzę w pracy wcześniej, potem prosto do lasu. Super – będzie lepiej, bo będzie jasno. Niestety, w przychodni wszystko przedłuża się i dojeżdżamy w zupełnej ciemności. W efekcie po wyjściu z auta widzimy tylko kota siedzącego na budce i na nasz widok uciekającego w ciemny las. Zostawiamy jedzenie, dokładamy drugą budę na karminik i wracamy. W lesie nie widać czubka własnych butów, latarki niewiele dają, o zrobieniu czegokolwiek nie ma mowy. LDzień 6. Czwartek. Na miejsce jedzie dobra dusza z okolic. Dla nas każdy wyjazd na karmienie to 140 km. Do tego godziny spędzone w lesie przy ujemnych temperaturach robią swoje. Potrzebne lekkie podkurowanie się. Robimy przerwę, jedzie pani Kasia, która pokonuje 100 km mniej.Dzień 7. Piątek. Powtarza się sytuacja z czwartku. Kot dostaje jedzenie od pani Kasi. My szykujemy się na sobotę. Dzień 8. Sobota. Dołączają kolejni wolo. Obstawiamy okolice budek od rana do późnego wieczora. Dyżurujemy, siedząc w zamkniętych samochodach i obserwując miejsce karmienia. Wymieniamy się co kilka godzin, bo nawet w aucie można przymarznąć do fotela. Niestety, po kocie ani śladu. Montujemy fotopułapkę. Wracamy do domów około północy, szczerze mówiąc już trochę zrezygnowani.Dzień 9. Niedziela. O 10.30 zaczynamy poszukiwania. Miejsce sprawdzone, kota brak. Idziemy do najbliższej wsi. Nie jest duża. Porozmawianie z mieszkańcami zajmuje kilka godzin, ale kończymy dość wcześnie. Jedziemy do budek. Nagle telefon. Jest kot! Dalej wszystko toczy się błyskawicznie. Dzięki ogromnej życzliwości i pomocy jednego z mieszkańców kociak jest w końcu w transporterze i w naszym aucie. Mała otrzymuje imię Szyszka. Dalej w pigułce. Leczymy. Kastrujemy. Potem szukamy domu. A teraz znowu jeździmy do weta 🙁

15 lipca, 2022

Twoje zakupy mogą pomagać

Ratujemy Zwierzaki

PomagamyZwierzakom

Zakupy internetowe poprzez

My też szukamy domu!