Niczyja, mała, szara kotka odeszła. Bardzo prosimy o pomoc w uregulowaniu rachunku w lecznicy.

Bez imienia, niczyja. Karmiona przez dobrych ludzi przy szkole. Nie raz widziałam jak o 7 rano starsza pani o lasce drżącą ręką rzucała garść serduszek.

Kicię zabrałam na sterylizację 8-9 lat temu, piękną szaro-białą kotkę. Od zawsze niezwykle delikatną. Kiedy ją złapałam na zabieg, okazało się, że kotka oprócz kociego kataru ma rozlegle ropomacicze. A miała nie spelna 6 miesięcy! Sterylizacja uratowała jej życie. Kiedy przypomnę sobie, jaki bój stoczyłam z ludźmi dookoła o to, aby tę kotkę i inne z jej stada wysterylizować, to wydaje się to do dziś straszne. Na szczęście kotka trafiła do weta i wyszła z choroby. Wyleczona, wysterylizowana żyła sobie spokojnie wiele lat. Po prawie 10 latach znowu zmuszona byłam ją łapać. Zgłoszono, że jest chora.

Przyjechałam. Z daleka nie wyglądała tak źle. Miała trochę poklejoną sierść. A jednak… Jak ją podniosłam w transporterku, to zdziwiłam się, że tak niedużo waży, choć nie wyglądała na niedożywioną. I ten straszny zapach, który nie wróżył nic dobrego. Lecznice były już zamknięte. Wzięłam kotkę do domu na noc.

Przygotowałam posłanie, posiłek, czystą wodę. Rano zobaczyłam, że przez noc kotka zjadła i wypiła, ale całe pomieszczenie jest pozalewane czarną, strasznie śmierdzącą cieczą. W dodatku ten okropny, niepokojący zapach samej kotki. I zła kondycja. Nie zwlekając, zawiozłam ją szybko na diagnostykę weterynaryjną. Łudziłam się cały czas, że wszystko będzie dobrze, bo przecież nie wyglądała tak źle… Choć moje doświadczenie biło na alarm. Diagnoza była jedną z najgorszych możliwych. Usłyszałam, że nerki tej kotki już w ogóle nie pracują. Próbowałam jeszcze dyskutować z weterynarzem na temat leczenia, ale wiedziałam, że jest to jałowe.

Poddałam się… Widziałam rano w domu, jak bardzo biedna się męczy. A jej walka o życie była już tylko bólem. Do tego wyniki i diagnostyka obrazowa – straszne parametry nerkowe, ogromna anemia i zły stan wątroby. Nie chciałam, aby cierpiała więcej… Mała ,szara, niczyja kotka odeszła na zawsze. Pomogliśmy jej tak, jak można było. Godnie odejść.

Kotka przeszła w lecznicy szereg badań, aby potwierdzić lub zaprzeczyć diagnozie. By decyzji o eutanazji nie podejmować pochopnie. I jest to taki moment, kiedy nie wiemy, co zrobić. Źle jest nam prosić o wpłaty w takiej sytuacji. Tylko że stoimy pod ścianą. Koszty zostały, lecznica czeka. Moje dt jest zadłużone gorzej niż po uszy. Chcę działać dalej, ale nie mogę sobie pozwolić na kolejne zaległości.

Proszę o pomoc w uregulowaniu takiego długu. Od zawsze bierzemy koty z ulicy i zdarza się, że kot jest w stanie agonalnym. Pokrywamy koszty diagnostyki i eutanazji. Jedynej pomocy na jaką jeszcze jest czas. Nie piszemy o tym. Jednak w tej chwili nasza kryzysowa sytuacja zmusza nas do takich działań.

Nie chcemy, aby koty mieszkające przy blokach, na ulicach umieraly na trawnikach, w krzakach, w budkach – cierpiące i łapiące swój ostatni oddech bólu. Nie chcemy tego!!! Nie zasłużyły na to!!! Żyją pośród nas, chcemy aby godnie dochodziły. Pomóżcie pomagać. Także w takich sytuacjach.

Pomorski Koci Dom Tymczasowy
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
NR KONTA: 89160014621030907900000026
SWIFT (kod BIC): PPABPLPKXXX
paypal: pkdt.biuro@gmail.com
TYTUŁEM: Mała Szara Kotka

Październik 6, 2019